Szkolne Koło Caritas

04 lutego 2017 16:13 | Szkolne Koło Caritas

LIST OD MISJONARZA Z PAPUI NOWEJ GWINEI Z PODZIĘKOWANIEM ZA ZBIÓRKĘ MASKOTEK

W minionym tygodniu otrzymaliśmy list od księdza misjonarza Jarka z Papui Nowej Gwinei z podziękowaniem dla SKC i wszystkich uczniów zaangażowanych w zbiórkę maskotek. Poniżej publikujemy jego treść.


Kochani i drodzy moi rodacy.

Witam Was czule jak papież Benedykt z nadzieją, że Was trochę to moje powitanie rozśmieszy. Z nadzieją, że tak jak wybaczymy papieżom ich łamaną polszczyznę tak będą mi wybaczone moje bazgroły. Na papuskiej wsi jak już wiecie nie ma printerów. Bez ceregieli polecam Waszej uwadze mój raport o zbiórce darów dla dzieci z Papui i ponieważ nie mam już Internetu Was serdecznie proszę o powieszenie tekstu wiersza i bilansu w prasie, by zachęcić kolejne osoby do tej szlachetnej akcji, która na święta się nie kończy, ale trwa tak długo jak długo w Papui jest nędza.

ksiądz Jarek

„ Marzenie…by”

Na mojej pierwszej parafii w Papui wszystko wygląda jak w opowieści o Robinsonie i Piętaszku albo o tajemniczej wyspie…

Dzieci się bawią z papugami, czasem niestety je kaleczą, łowią rękoma smaczne małże, co na płyciźnie morza leżą. Są tutaj góry wulkaniczne i duże rzeki tuż po deszczu, kiedy jest sucho – koryto puste. Gdzie się podziały ryby- nie wiem. 

Głodują w tym czasie krokodyle, są jakby w śpiączce po parę miesięcy, gdy jednak złapią psa albo świnię to nie wypuszczą z żelaznej szczęki.

Gdy patroluję moje wysepki to obok łódki latają rybki. Nocą od licznych żyjątek z fosforu woda się bardzo ładnie błyszczy.

Księżyc wygodnie leży na plecach w czas pełni aureola świeci. Żaby szczekają zamiast kumkać i słychać płacz malutkich dzieci.

Do tego kraju los mnie rzucił, pisałem o tym Wam już wcześniej i chociaż żyje się tu znośnie marzę by jednak było lepiej.

By kiedyś była elektryczność - nie tylko w mieście lecz i na wsi, by każdy mąż miał jedną żonę i nie rozdawał swoich dzieci. By nie szalała tu malaria, by lekarz bywał też na wiosce, by nauczyciel nie bił dzieci, gdy maluch czasem coś przeskrobie. Moja parafia taka zwykła, ludzie wędrują tu na boso. Jeden samochód w dużej wiosce i motorówka na probostwie.
(Przeczytaj i podaj dalej… bo chyba ładne. Skopiuj ten wiersz dla przyjaciela)

 

Ogólny raport o paczkach z Polski, które nadeszły najwcześniej do Papui Gwinei.

Gdy byłem na urlopie w Manili, mój kolega z Sandomierza, który też pracuje w diecezji KIMBE wysłał mi wiadomość, że diecezja Kimbe jest zawalona paczkami, a w związku z tym zabrał kilkanaście na swoją plebanię i gdy tylko wróciłem z urlopu zająłem się ich dystrybucją. Zebrałem wszystkie adresy, by wysłać podziękowanie i pojechałem na wieś a dokładnie do dziesięciu wiosek w zachodniej części parafii Sasaforu, ponieważ są to wyspiarskie parafie to potrzeby są tam największe. Ludzie Ci latami nie opuszczają swojej wyspy bo podróżowanie na motorówce jest drogie i tylko nieliczni mogą sobie na to pozwolić. Jeździłem do każdej parafii bo ludzie nigdy nie dotarli by do mnie.

Biskup poinformował mnie, że od stycznia zacznę pracę w pobliżu Kimbe na nowej placówce więc tym bardziej mi zależało by na pożegnanie dowieźć do wiosek z okolicy Sasaforu jak najwięcej paczek na Boże Narodzenie pod choinkę. Nie jestem w stanie spamiętać do której wioski konkretna paczka trafiła, ale zapewniam, że wszystkie były rozdane i przyjęte z radością. Np. paczka w której było pełno lalek dotarła do wsi Tapo w której tsunami rok temu zniszczyło pięć z dwudziestu domów.
Dwunastego grudnia wieczorem po mszy M B Guadelupskiej te dary rozdałem. Następnego dnia do wioski Kapo, która ma sto domostw i jest to wyspa wielkości stadionu, leży w odległości 500 m od lądu i chlubi się tym, że Caritas przeciągnął z lądu na wyspę pitną wodę. We wsi jest mnóstwo dzieci i zabawki bardzo się im spodobały. W paczce z Kolna był dar około pięćdziesięciu różańców i chyba ze dwieście gorących kubków. Na małym terytorium żyje bardzo dużo ludzi, rodziny są wielodzietne. Zupki podzieliłem i po mszy czternastego grudnia urządziłem pokaz jak się te gorące kubki je. Kilkoro rodziców razem z gromadką dzieci, którzy zostali degustowało kubki, które przywiozłem. Oto jak mniej więcej przebiegała moja podróż z rozdawaniem darów. Bardzo rodzinna atmosfera i choć niektóre mamy i dzieci były rozczarowane tym, że zabrakło ubranek lub bucików na ich rozmiar to jednak każdy dostał jakiś drobiazg. Tego trzeciego tygodnia adwentu byłem we wsi Nikaraka i Mohea tam rozdałem paczkę z workiem próżniowym. Tam były słodycze, duże paczki cukierków, zupek. Wielką niespodzianką były paczki z Bydgoszczy i Poznania od burmistrzów.

 

 


Przeczytano: 57 razy. Wydrukuj|Poleć znajomemu|Do góry

Zdjęcia: